Krótka Historia Szarej Dzianiny

Niegdyś nieodłączny atrybut przedstawicieli pewnej subkultury – dziś częściej kojarzona z młodą polską modą. W ciągu kilkunastu lat swojska dresówka zrobiła oszałamiającą karierę, z szarej myszki stając się prawdziwą salonową lwicą – a chwilę później bohaterką internetowej krytyki i przyczyną docinków pod adresem rodzimych projektantów. Historia dresowej dzianiny jest jednak znacznie ciekawsza niż mogłoby się wydawać. Postanowiliśmy przyjrzeć się tej metamorfozie z bliska.

Początki kariery bawełnianej dzianiny nieodłącznie wiążą się ze sportem. Choć kroje dresów jakie znamy dziś liczą zaledwie kilka dekad, archetyp bawełnianego stroju do ćwiczeń pojawił się już pod koniec dziewiętnastego wieku. Ten odkopany przez Freestyle Vouging amerykański kostium gimnastyczny z 1896 roku w owym czasie uchodził za nieprzyzwoity. Można dyskutować, czy faktycznie był wygodny – ale z pewnością to początki myślenia o bawełnie w kontekście swobodnych i nieformalnych strojów.

Lata 80 przeniosły dzianinę z sali gimnastycznej na ulicę, sprawiając, że dresowe elementy garderoby zaczęły być postrzegane jako casual look, zachowując jednocześnie swój sportowy charakter. W tym samym czasie nowojorska projektantka, Norma Kamali, wykorzystuje szarą dresową bawełnę do stworzenia bluzy i spodni o swobodnym kroju, który mocno odbiega od dresowych archetypów z tej samej dekady. Patrząc na ten projekt trudno oprzeć się wrażeniu, że powstał ponad 30 lat temu. Swobodna, oversize’owa forma i zakończone zgrabnym mankietem marszczenia zadowoliłaby dzisiaj niejednego amatora jogi.

Dzianina na obcasach
Ciężko powiedzieć, kto po raz pierwszy wprowadził dzianinę na salony – ale ten modowy awans z pewnością ma wielu ojców. Dresowe elementy pojawiły się na przykład w jesienno-zimowej kolekcja Isabel Marant z 2009 roku i w kolekcji Helmuta Langa rok później. W tym wydaniu dzianina nie ma wiele wspólnego z uprawieniem sportu. Dresowe sylwetki zostały uzbrojone w wysokie buty i zestawione z elegancką górą. Szara dresówka wchodzi na wybiegi na obcasach.
Połączenie klasycznych krojów ze streatwearem można znaleźć także w męskiej kolekcji Dolce & Gabbana z 2010 roku. Szarość gra tu pierwsze skrzypce, a wśród rozmaitych odcieni melanżu nasza dzianinowa bohaterka wyraźnie manifestuje swoją obecność.

Dresowy luksus
Stąd już tylko krok do tego, by dresówka stała się dobrem luksusowym. Kilka charakterystycznych nadruków sygnowanych takimi markami jak Kenzo czy Givenchy zmieniło najzwyklejszą na świecie dresową bluzę w nowy obiekt pożądania. Bardziej demokratyczna cena (ale nie tak demokratyczna, by mógł założyć ją każdy) – a do tego gwarantowana natychmiastowa rozpoznawalność – te dwa czynniki przesądziły o komercyjnym sukcesie drapieżnego tygrysa, jelonka Bambi oraz ich następców.

Dzianina po polsku
Trudno powiedzieć, dlaczego na polskim podwórku dresowa dzianina przyjęła się aż tak dobrze. O jej fenomenie, choć nie bez ironii, pisały już Harel, Joanna Bojańczyk i Gosia Boy, fala krytyki przetoczyła się też przez media społecznościowe (na przykład za sprawą tego fan page’a) – a jednak trudno nie wspomnieć o polskim kontekście również przy okazji naszego tekstu. Dzianinę dresową firmowali już swym nazwiskiem znani polscy projektanci – jak również cała masa świeżo powstałych bezimiennych marek. Dresówka do dziś dnia dominuje na większości targów mody nastawionych na młodych twórców.

Nie wszystkie marki z tego szarego segmentu wypada jednak wrzucać do jednego worka. Risk Made In Warsaw to przykład na to, że dresówkę również można robić z pomysłem. Założona przez Antoninę Samecką i Klarę Kowtun marka jest jednym z pionierów szarej dzianiny w Polsce. Najpierw był prosty pomysł, by szyć tylko i wyłącznie z tego materiału. „Jesteśmy pokoleniem szarej bluzy” – mówią same o sobie założycielki marki. Do tego dodały konsekwentne odniesienia do lokalnych sentymentów: w kolekcjach Riska jest Warszawa przedwojenna i Warszawa Tyrmanda, są eleganckie marynarki, fraki i szmizjerki w dresowym wydaniu. Na dobitkę jest jeszcze showroom w klimatycznej śródmiejskiej kamienicy, którego wnętrze zostało zaaranżowane tak, jakby ktoś je wywrócił do góry nogami. Nie ma rady, tak się właśnie tworzy love brands. Nic dziwnego, że dziewczyny z Riska w krótkim czasie zbudowały silną i rozpoznawalną markę oraz grono stałych klientów, którzy są kolejnymi ewangelistami szarej dzianiny.



Dodaj artykuł za darmo